KIEDY WYDAJE SIĘ, ŻE NIC SIĘ NIE DZIEJE…

Żeby coś się zmieniło, potrzeba czasu.

Żeby coś nowego powstało, żeby coś stworzyć, żeby wypracować coś innego. A my najczęściej chcemy już, natychmiast – no maksymalnie, to po miesiącu starań. Czy to wpływ kursów, produktów, które zwodniczo obiecują: „Zostań mistrzynią jogi w 2 tygodnie! Dieta cud w miesiąc!”.

A tymczasem z realną zmianą jest tak, że muuuusi trwaaaać.

Ciąża trwa 9 miesięcy, prawie rok. Swoją drogą, która z Was niecierpliwiła się w ciąży, by „to” się już skończyło? 😉

Żeby bobas nauczył się porozumiewać słowami i zdaniami – 2-3 lata. I ta umiejętność porozumiewania się, jak się okazuje, tylko pozornie ułatwia sprawę… Żeby wyszły wszystkie ząbki – podobnie.

Żeby na jabłoniach pojawiły się jabłka – kilka miesięcy. Przygotowania do ślubu? – różnie, ale od kilku miesięcy do 2 lat.

I to wszystko jest dla nas OK.

Dlaczego więc, kiedy chcemy zmienić coś ważnego w sobie, to wydaje nam się, że po prostu zmienimy to od jutra? „Chcę mieć więcej cierpliwości, gdy moje dziecko na „wszystko” reaguje płaczem, a ja nie wiem, o co w końcu chodzi”, „chcę zacząć rozmawiać z moimi bliskimi tak, żeby jasno im mówić, czego potrzebuję i czego nie lubię – żeby wiedzieli i mogli to uszanować”, „chcę regularnie dbać o moje ciało, samopoczucie i kondycję” – to wszystko bardzo ambitne, skomplikowane cele, które możemy osiągnąć malutkimi kroczkami, dzień po dniu. Robisz, robisz, robisz, próbujesz, starasz się, dajesz radę, nie dajesz, próbujesz znów. Nic się nie dzieje, nic się nie dzieje, nic a nic, aż w końcu zauważasz, że coś się zmieniło. I że w końcu zaczyna Ci być lepiej.

 

Kiedy ogarniają Cię wątpliwości, kiedy zaczyna Ci się wydawać, że twoje wysiłki nie przynoszą żadnych rezultatów, kiedy zaczyna Cię wkurzać, że wykonałaś tyle małych, często powtarzalnych kroków, a tu nic, to pamiętaj, że masz wybór. Możesz się sfrustrować i wszystko podważać albo wręcz rzucić, ale możesz też docenić siebie. Jeszcze raz powiedzieć sobie, ile już do tej pory zrobiłaś, wymienić każdy mały krok, każdą decyzję i wysiłek. Większość osób nie zachodzi tak daleko – rezygnuje o wiele wcześniej – po tygodniu lub najdalej po miesiącu.

I możesz zdecydować się, że sprawdzisz, co się wydarzy, jeśli po prostu zrobisz jeszcze parę kroków. Sprawdzisz, gdzie leży ten punkt, w którym okaże się, że twoje wysiłki miały sens. Bo on jest przed Tobą, jest w zasięgu.

Gdyby Twoje dziecko odpuściło sobie po tym, jak zabaweczka setny raz wypada mu z ręki, nigdy nie nauczyłoby się chwytać.

Gdyby Twoje dziecko oceniło, że wydawanie długimi miesiącami dźwięków przypominających sylaby jest denne i donikąd nie prowadzi, nigdy nie nauczyłoby się mówić, śpiewać, krzyczeć…

Gdyby Twoje dziecko uznało, że stawianie jednego, potem dwóch, potem czterech kroków to bezsensowne powtarzanie (do tego jeszcze to nudne i bolesne upadanie za każdym razem…), które nic nie wnosi, nigdy nie nauczyłoby się….Itd, itp.

Swoją drogą – czy doceniasz, ile możesz nauczyć się od swojego własnego dziecka? Dzieciaki często po prostu wymiatają – trudno im dorównać w determinacji, uporze, zdecydowaniu, konsekwencji, systematycznym dążeniu do celu dostępnymi sobie i twórczo mnożonymi sposobami…

 

Da się, tylko trzeba duuużo czasu. Nawet kiedy wydaje Ci się, że nie dojdziesz tam, gdzie chcesz, to pewnego dnia okazuje się, że właśnie tam doszłaś. Po drodze masz wątpliwości – to naturalne. Idź spokojnie dalej, z wiarą w siebie. Tak, jak codziennie od rana do wieczora robi to Twoje dziecko 🙂

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *