MOCNO MIESZANE ODCZUCIA NA DZIEŃ MATKI

Zbliża się Dzień Matki. Nie wiem, czemu, ale czuję w związku z tym faktem pewną irytację. Może na to, że Dzień Matki jest zazwyczaj celebrowany pod grubą warstwą lukru, a ja nie lubię lukru. Inaczej mówiąc: nie lubię bullshit’u. Nie lubię sztywnych klisz i cmokania nad. Lubię to, co jest – całą złożoność, całe skomplikowanie, wszystkie odcienie szarości.

I lubię się starać, by codzienność przypominała święto, zamiast raz do roku wznosić się na wyżyny bicia piany i stereotypu.

Święta są dobre, bo porządkują nam życie i – przynajmniej w teorii – zapraszają do zastanowienia się i wzięcia oddechu.

Ale czy w Dniu Matki jest w powszechnej świadomości miejsce dla matek, które chcą być matkami, ale nigdy nie będą? Dla tych, co straciły jedno albo wszystkie dzieci? Dla tych, co aktualnie walczą o ciążę? Dla tych, które adoptowały? Dla tych, których dzieci zerwały z nimi kontakt? Dla tych, co są w domu opieki, a ich dzieci mieszkają w Australii?

Macierzyństwo to nie tylko słodko obślinione buziaczki od naszych dwulatków, koślawe rysunki od czterolatek i recytacja prostawych wierszyków na (przed)szkolnej akademii. W zasadzie to głównie nie to, tylko praca, praca, praca, w tym praca nad sobą i też nad tym, by w toku tej nigdy nie kończącej się pracy zatrzymywać się na chwile zachwytu i radochy. Łatwo z noworodkiem, trudniej z kilkulatkami, a jak to jest, gdy ma się dzieci na progu dorosłości, to już w ogóle nie mam pojęcia.

I po drugie – ile z Was w Dzień Matki pomyśli tak naprawdę o sobie? Nie w kontekście, „jak miło, bo dostałam takie urocze laurki”, tylko serio. Na przykład: „Odkładam to od wieków, ale od dziś raz w tygodniu chodzę na basen, bo chcę zadbać o swoje bolące plecy i napięte ciało”. Na przykład: „O nie, po pierwszym dziecku wiem, że nie chcę mieć więcej dzieci – więc powiem o tym w końcu mężowi i będę się tego trzymać.” Na przykład: „Czuję potrzebę powrotu do pracy. Jak to dla siebie zorganizować?” Albo choćby: „Od 2 lat nie byłam sama w sklepie, ani u kosmetyczki. To idę/jadę w tym tygodniu.” Lub na przykład: „No nie, to nie jest facet dla mnie, ani dobry ojciec naszych dzieci. Koniec czekania. Działam.” Już nie wspominając o: „Dziś przez godzinę czytam książkę. / Właśnie kupiliśmy dzieciom rowerki za łącznie ponad 1000 zł. To w takim razie kupię sobie nowe opony do mojego roweru. / Zapisuję się na kurs włoskiego – marzyłam o tym przez ostatnich 10 lat.”

Sorry za „zasmęt” – wiem, że jest wśród Was mnóstwo pełnych odwagi i energii kobiet, które codziennie pamiętają, co jest dla nich ważne i potrafią o to dbać oraz potrafią cieszyć się chwilą. Ale każda z nas ma swoje kwestie – swoje ciężary i trudności – i przede wszystkim swoje rozumienie tego, co to znaczy, być mamą. Choć macierzyństwo potrafi dawać przeogromną satysfakcję i dawać poczucie ogromniej mocy, to nie jesteśmy wyłącznie matkami. Moim zdaniem, by czuć się w pełni sobą (po pierwsze sobą) oraz w pełni kobietą, nie możemy dać się sprowadzić do roli matki, a już szczególnie w sposób z definicji przesłodzony 26-go maja.

Wiem, że to utopia, ale jestem pewna, że dla wielu z Was prawdziwym prezentem byłoby, gdybyście z okazji Dnia Matki na chwilę mogły… wyjść z roli matki 😉 i poświęcić czas sobie (choćby na odpoczynek). Zamiast szykować ciasta na „ten dzień”, a po drodze jeszcze ogarniać mieszkanie, żeby wszyscy mogli zjeść „mamowe ciacho” w miłym otoczeniu.

Życzę Wam na każdy dzień mnóstwo sił i odwagi, by dbać nie tylko o innych, ale też pamiętać o sobie. By pamiętać o swoich ważnych marzeniach (i planach) i co tydzień robić choć małe kroki w ich kierunku. Trzymajcie się! 

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *