BĘDĘ KARMIĆ PIERSIĄ PRZEZ 100 LAT

Nigdy nie spodziewałam się, że będę długo karmić piersią. Przed pierwszym porodem zakładałam tylko, że chcę karmić naturalnie. Przed drugim wiedziałam, że koniecznie chcę karmić naturalnie i co najmniej rok. I okazało się, że moje założenia nie mają tu nic do rzeczy 😉 – to Młodszy decyduje o tym, że wciąż „się karmimy”.

O ile przy Starszej rozpoczęcie karmienia było kilkunastotygodniowym wysiłkiem, gimnastyką i męczeniem się, o tyle przy Młodszym karmienie było jak oddychanie (takie sobie wymyśliłam określenie i bardzo je lubię), od samego początku.

Przy Młodszym wyzwanie pojawiło się gdzie indziej (prawie zawsze jakieś się pojawi 😉 ). Wyzwaniem stała się decyzja o kończeniu karmienia. Początkowo sądziłam, że koniec nastąpi „naturalnie” koło drugich urodzin synka (wspominałam o tym TU). Potem powoli zaczęłam rozumieć, że „naturalnie” oznacza w momencie, kiedy on zupełnie przestanie potrzebować piersi i tej formy więzi ze mną (pisałam o tym TU).

Długie karmienie piersią wymagało ode mnie autentycznego, prawdziwego otwarcia się na moje dziecko i jego potrzeby. Głębokiego otwarcia się, którego tak łatwo jest na co dzień unikać. Można wręcz nigdy go nie doświadczać, a i tak być zaangażowaną, rozumiejącą, świetną (czyli wystarczającą) matką.

Decyzja o czekaniu, aż Młodszy sam się odstawi, wymagała ode mnie poważnej próby wczucia się w jego emocje, świat, sposób doświadczania i pragnienia. Podejścia do nich z uważnością, powagą, całkowitą czułością i otwartością. I wyłączenia własnego filtra, który skrótowo mogę określić jako „moje górą”. Łatwo było mi myśleć – w sumie automatycznie i stereotypowo: „Ma już 2 lata, więc nie potrzebuje już karmienia – trochę popłacze, zaprotestuje, ale przecież przeżyje i się przyzwyczai.”

Trudniej było mi myśleć: Co mną powoduje? Czemu chcę zaingerować w proces, który z założenia jest dla dziecka?

Kiedy zaczęłam szukać w sobie ważnych powodów, by przestać karmić – akurat wtedy, gdy miał 2, 2 i pół, 3 lata, nie znajdowałam wśród nich istotnego. I wtedy oczywista stała się myśl: „Mam fundować jemu ból i frustrację na skalę, jakiej nie mogę dobrze oszacować, bo skąd mam wiedzieć, jak on ostatecznie doświadczy wymuszonego odstawienia? Mam fundować nam obojgu stres i „walkę”? Przecież mogę zrobić coś tak prostego, jak cierpliwie zaczekać. Dać mu czas.”

Nie wiem, ile jeszcze będziemy się karmić. Przećwiczyliśmy już różne scenariusze, w ramach których Młodszy miał opcję rezygnacji z karmienia (nie po to, by zrezygnował, tylko dlatego, że takie akurat były okoliczności). Przećwiczyliśmy, że potrafi spokojnie zasnąć beze mnie. Kiedy codziennie budzi się w nocy, to już nie na mleko, tylko po to, by przenieść się do mojego łóżka. Czasem nie zgłosi się rano po pierś, albo tylko na pół minutki między pałaszowaniem banana i zabawą na całego. Okazało się, że nawet kiedy wyjadę na kilka dni, to po moim powrocie wracamy do karmienia – on i moja produkcja mleka.

Dam Wam znać, kiedy Młodszy „się odstawi”. Spodziewam się, że trochę będę tego żałować, a trochę nie. Dla porządku dodam, że Starszą karmiłam 13 miesięcy. Taka to oto historia 🙂

I jeszcze myślę sobie, że to, jak długo kobieta karmi, to wyłącznie jej sprawa (jej i dziecka, of course, ale skupmy się na niej). Więc choćby chciała karmić i 100 lat, to ma do tego prawo 😉 A bardziej na serio – to tylko moja sprawa, ile lat karmię. I to zupełnie nie moja sprawa, co myślą o tym inni.

 

#KarmięDługo

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *