PRZEPUKLINA I KATAR

Przepuklina pachwinowa to najczęstsza przyczyna planowej chirurgicznej interwencji u dzieci. Czy Twoje dziecko ją ma? Ano może mieć, bo jest ona wrodzona. U tych, którzy ją mają, po prostu w którymś momencie życia się ujawnia.

U nas „wyszła” podczas naszego poprzedniego pobytu w szpitalu – w Boże Narodzenie (hm…), po intensywnych wymiotach towarzyszących rotawirusowi (klik). Nawet się cieszyłam, że nie będziemy „chodzić po lekarzach”. Od razu na miejscu obejrzał nas chirurg, przejechało USG i wszystko było wiadomo. Poza jednym, czyli – co dalej.

Okazało się, że medycyna w sprawie przepukliny jest wyluzowana i zaleca „obserwację”. Obserwacja zakładała kontrolną wizytę w poradni chirurgicznej, która w końcu, po dłuugim czasie oczekiwania, doprowadziła do wyznaczenia terminu operacji.

Muszę powiedzieć, że to wyluzowanie mnie wkurzało. Owszem, przepuklina to niby nic wielkiego, ale. Ale dlaczego żaden lekarz nie poinformował o sytuacjach, kiedy należy zgłosić się z przepukliną do szpitala? Przecież one – chodzi głównie o „uwięźnięcie przepukliny” – się zdarzają. Musiałam więc sama doczytać, poinformować opiekunki w przedszkolu „na wypadek, gdyby” i ogólnie codziennie sama sprawdzać, czy wszystko jest OK. O ryzyku związanym z przepukliną przeczytacie m.in. tu (klik).

Przepuklinę pachwinową u mniejszych dzieci leczy się operacyjnie, w pełnym znieczuleniu.

Żeby zakwalifikować się do szpitala, trzeba odbyć wizytę u anestezjologa, tuż przed przyjęciem. I tu właśnie okazuje się, że katar to nie przelewki. Starsza podczas wizyty u anestezjologa miała katar – zero gorączki, bez innych objawów, ale niewątpliwie „infekcję”, która powodowała, że trochę leciało jej z noska. Więc anestezjolog w mgnieniu oka zrzucił nas z listy do operacji i kazał wrócić… najwcześniej 2 tygodnie po zakończeniu „infekcji”. Udało się wskoczyć na listę 3 tyg. po pierwotnym terminie, ale raczej dzięki temu, że regularnie wydzwaniałam do sekretariatu szpitala. Jeśli bym czekała na nowy termin, to równie dobrze mogłoby to być i 6 tygodni.

Przed samą operacją trzeba być co najmniej 6 godzin na czczo i przez co najmniej 2 godziny nic nie pić.

Operuje się zazwyczaj klasycznie – skalpelem, nie laparoskopowo. U dzieci nie wszczepia się też żadnych wzmacniających siatek, ani innych bajerów – po prostu robi się dziecku niewielkie nacięcie (około 2 cm), wsuwa jelitko na miejsce, jeśli się wysuwało i zszywa zbędny otwór w (uchyłku) otrzewnej. A po 7-14 dniach trzeba się zgłosić na zdjęcie szwów.

Po operacji do końca dnia dziecko nie powinno wstawać, a przez kolejne dni, najlepiej do zdjęcia szwów, raczej polegiwać i unikać wysiłku. Ranka podobno goi się błyskawicznie, ale mówi się, że pełną sprawność dziecko odzyskuje w ciągu miesiąca.

Ponieważ znałyśmy już z córką szpital, gdzie trafiłyśmy (tak zwany „szpital na Banacha”) i ponieważ jest on wyjątkowo przyjazny dla dzieci i rodziców, to żartowałyśmy, że czujemy się „jak w domu”. Pokoje są dwuosobowe, z wielkimi na całą ścianę oknami – na parapecie postawiłyśmy sobie wielkanocną trawkę w doniczce zabraną z domu – w końcu przyjęcie do szpitala miałyśmy znów praktycznie w święta (klik) 😉 Każdy pokój jest z łazienką i wyposażony w coś w stylu leżanki dla rodziców. Na oddziałach dzieciaki mają salę zabaw wypełnioną książkami, kredkami i najróżniejszymi zabawkami, a rodzice mają kuchnię, z mikrofalą, szafkami, lodówką i ekspresem do kawy.

W tych stosunkowo miłych warunkach spędziłyśmy 2 doby, a wychodząc do domu, standardowo zerknęłyśmy jeszcze w holu głównym na rybki w akwariach – ulubioną atrakcję większości dzieciaków.

Nauczona doświadczeniem (klik), przypilnowałam, by córeczkę znieczulili u mnie na rękach – „odpłynęła” w najbezpieczniejszych dla siebie warunkach, mimo że wstrzykiwanie jednego ze środków znieczulających bolało (zaskoczenie!).

Dopilnowałam też (a wymagało to kilkukrotnych rozmów przez domofon z salami wybudzeń i przymknięcia oka na to, że chirurdzy stosują spychologię na anestezjologów, a anestezjolodzy mają swoje strasznie ważne procedury), żeby zostać wpuszczona do córki zanim się obudziła, by mogła poczuć się swojsko od razu, gdy zacznie odzyskiwać świadomość.

Czy przepuklina i operacja przepukliny stanowi więc jakieś wyzwanie dla rodziców? 😉 Tak: najtrudniej jest utrzymać dziecko przez kilka dni po operacji w stanie „polegiwania”… U nas faktycznie jest tak, jak zapowiedziała mi jedna z pielęgniarek, że już 2-3 dni po operacji dziecka nie boli. Starsza ostatni raz dostała środek przeciwbólowy w szpitalu – w domu nie chciała już ani razu. Za to wygłasza teksty w stylu, że tęskni już za akrobacjami, za wspinaniem się i ogólnie „nie będzie leżeć”. Taaak…

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *