CZY NIE PRZEKARMIASZ DZIECKA?

Wszystko płynie 😉 Inne mleko przy każdym karmieniu, w odpowiedzi na inne potrzeby dziecka. Inne mleko w zależności od pory dnia, o nieco innym smaku, w zależności od tego, co zjadłaś. I z biegiem czasu też inne ssanie – coraz krótsze, bo coraz bardziej efektywnie wykonywane przez dziecko (zazwyczaj).

Te czasy, kiedy – jak wspominasz – spędzałaś na karmieniu długie godziny, znikną bezpowrotnie. Początkowo może będziesz się dziwić, że Twoje kilkumiesięczne dziecko kończy jeść po pięciu minutach, chce już robić coś innego i faktycznie wygląda na najedzone i zadowolone. Ale w końcu uświadomisz sobie, że po prostu mocniej i szybciej ssie, więc szybciej się najada.

Photo by Henley Design Studio from Pexels

A może było tak, że Twój noworodek ssał leciutko i powolutku, więc co chwilę potrzebował karmienia, by zaspokoić głód. Może był w niskich, a nie wysokich centylach. W związku z tym, może zyskał już w rodzinie łatkę „niejadka” i Tobie oraz wszystkim dookoła włączył się program: „Może chcesz jeszcze troszkę?”. To może zabrać Ci trochę czasu, by uświadomić sobie: „Jest OK, bo ten typ tak ma.”
A kiedy dziecko zaczyna chcieć piersi często, ale raczej po to, by się przytulić, niż faktycznie pojeść, możesz spodziewać się, że zaczyna się infekcja.
No tak, możesz się też zdziwić, że Twoje dziecko nagle je częściej, dłużej lub domaga się dokładek z drugiej piersi. To pewnie szczególny „skok” w rozwoju. Minie, jak wszystko.

Dużo mówi się o rozpoczynaniu karmienia, o przystawianiu, o nauce ssania. Pozostaje jeszcze pytanie:

Skąd wiadomo, że kiedy dziecko odrywa się od piersi, to jest już najedzone?

Odpowiedź na to pytanie kryje się w koncepcji karmienia na żądanie. Ta wspaniała koncepcja znosi dylemat rodziców: ile TAK NAPRAWDĘ zjada dziecko karmione piersią? Odpowiedź jest bardzo prosta: zjada tyle, ile potrzebuje.
I tak, jak zalecane jest, by karmić wtedy, kiedy dziecko się tego domaga (a nie według sztywnych i oderwanych od rzeczywistości pseudonaukowych grafików), tak samo zalecane jest, by kończyć, kiedy dziecko kończy.
Ono po prostu przestaje ssać, kiedy się naje. I wtedy właśnie trzeba skończyć – kiedy maluch traci zainteresowanie ssaniem, może zaczyna się uśmiechać i bawić z mamą, może odwróci się od piersi. Na pełnym spokoju, bo skoro dziecko już nie chce jeść, to znaczy, że właśnie się najadło tak, jak tego potrzebowało.

Photo from Pexels

Kończyć, kiedy dziecko kończy oznacza też: nie kończ przed dzieckiem! Nawet, jeśli wydaje Ci się, że dziecko je i je i czemu tak długo – widocznie tego w danej chwili potrzebuje. Czasem dzieci na chwilę przerywają jedzenie, by odpocząć, zaczerpnąć oddechu, bo coś je zdekoncentrowało. Warto wtedy sprawdzić, czy chcą znowu chwycić pierś (a może drugą).
Dla dobrego, spokojnego karmienia warto też zacząć karmić, gdy dziecko wysyła pierwsze sygnały głodu. Ignorowanie tych sygnałów nawet przez kilka minut może doprowadzić niektóre dzieci do frustracji – silnego płaczu, który utrudni im prawidłowe przystawienie się i zmniejszy efektywność danego karmienia.

„No zjedz jeszcze”

Jeszcze o czymś, co wydaje mi się naszą plagą narodową.
Kiedy karmimy piersią na żądanie, mamy bardzo ograniczoną możliwość przekarmienia dziecka. Gdy czuje się syte, to nie będzie chciało więcej ssać (może nawet ostentacyjnie zaśnie 😉 ) i koniec. Dziecko kontroluje, kiedy i ile chce zjeść.

Ale najgorsze dzieje się potem. Dzieje się od pokoleń – praktycznie mamy to w genach. Nie znam nikogo dorosłego, kto nie zetknąłby się z (pseudotroskliwą) próbą wmuszania w niego jedzenia w dzieciństwie – jak nie rodzice, to dziadkowie albo przedszkole albo zaprzyjaźniona ciocia.
I tak jakby „odreagowujemy” na własnych dzieciach: „A może jeszcze to? A troszkę tego? Spróbuj chociaż, przecież ostatnio ci smakowało. Tak malutko jesz – nie będziesz mieć siły… A za dziadziusia? I za babusię?”. Trochę mi się robi słabo, jak to piszę…
To przecież zupełnie nie ma sensu – najpierw będące na piersi maluchy wspaniale uczą się zaspokajania własnego apetytu, odczuwania sytości, regulowania, ile potrzebują jeść.
A, gdy stają się starsze i de facto jeszcze więcej mają bliskim i światu do powiedzenia o sobie, zachowujemy się, jakby te miesiące lub lata wspaniałej praktyki nigdy się nie wydarzyły. Jakby dzieci nie potrafiły wziąć odpowiedzialności za coś tak subtelnego, indywidualnego i odczuwalnego WYŁĄCZNIE w środku siebie, jak głód. Podobnie zresztą traktujemy potrzebę snu dzieci i ich zdolność do samoregulacji w tym zakresie, ale to zupełnie odrębny temat.

Wyobraź sobie, że siedzisz przy stole. Wszyscy wciąż patrzą na Ciebie i nie ma normalnej rozmowy, bo członkowie Twojej rodziny przy każdym posiłku, wielokrotnie, komentują:
To może teraz ugryź tego?
A teraz troszkę tego – zobacz, taki ładny kolor.
O, już nie chcesz? Zjedz jeszcze łyżeczkę, bo będziesz głodna…
Na pewno już nie chcesz? Może za chwilkę?
Popij trochę, a potem jeszcze dokończ ziemniaczki.
O, taak, otwórz buźkę i am! No otwórz, zobacz, samolocik…
Naprawdę nie chcesz jeść? Ojej…

A potem przestań to robić swojemu dziecku.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *