JAK PIĘKNIE KRZYCZYSZ

Czy krzyk w czasie porodu to temat tabu? Czy może wiedza o jego sile i znaczeniu jest powszechna? Choć nie słyszałam osobiście żadnej historii o położnych (nomen omen) krzykiem uciszających rodzące, to mam wrażenie, że kobiety w czasie porodu są – wbrew podstawowym instynktom – raczej uciszane (by nie przeszkadzać personelowi szpitala w pracy?).

Nie mogę też zapomnieć absurdalnej opowieści sprzed ponad 10 lat, opowieści dawnego kolegi z pracy, która sprowadza się do tego, że ów kolega (lekarz z wykształcenia!) powtarzał swojej rodzącej żonie: „Nie krzycz tak głośno”. I tłumaczył mi – wiesz, było lato, okna w szpitalu otwarte na ulicę… Chyba jest to podejście jednak dość typowe, a sama opowieść wydaje mi się bardziej straszna niż śmieszna, mimo wszystko.

Znam z własnego doświadczenia tylko jedną szkołę rodzenia – tam akurat zachęcano uczestniczki do krzyku w czasie porodu i mówiono o jego pomocnym, wspierającym, a nawet przeciwbólowym oddziaływaniu. Niektórym kobietom łatwiej przejść przez skurcze, gdy krzyczą lub wydają inne odgłosy, bo wydawanie dźwięków pomaga w produkowaniu endorfin, które mają moc łagodzenia bólu!

Niewiele moich koleżanek wspominało o swoim porodowym krzyku. Na pewno żadna nie snuła opowieści o krzyku jako źródle (jak w sztukach walki 😉 ) i wyrazie ogromnej energii, jaką wytwarza w swoim ciele kobieta w czasie porodu. A przecież tak też możemy spojrzeć na siebie w tym procesie. Mam takie skojarzenie: rytm porodu – oddychanie – skurcze – dźwięki – dostrojenie – harmonia.

Warto chyba tylko rozróżnić 2 kwestie: inaczej „działa” krzyk w fazie rozwierania się szyjki macicy, a inaczej w fazie wypychania dziecka. Za najbardziej bolesną, związaną z przeszywającymi skurczami, uznaje się fazę rozwierania. I to właśnie wtedy krzyk może być pomocny w przechodzeniu przez ból i wczuwaniu się w siłę płynącą z rytmu ciała rodzącego nowego człowieka.

Pomocne mogą być wszystkie dźwięki otwierające gardło, jak AAAAAAA (które u mnie przechodziło w wykręcające mnie OOO pod koniec skurczu). I żadne tam „uspokajające” medytacyjne OOOMMMM, które prowadzą do zamknięcia ust.

Za to w fazie parcia często wskazany jest „spokój” i „relaks” (haha, sama się śmieję, jak to piszę, ale faktem jest, że wtedy położne bardzo często mówią „Nie przyj już, rozlużnij dno miednicy” itp.), czyli może bardziej oddech niż krzyk, bo krzyk jednak jest także wysiłkiem.

Czy Wam szkoły rodzenia doradzają krzyk? Czy macie jakieś pozytywne lub negatywne doświadczenia w tym względzie? Dajcie znać!

 


Wiele ciekawych informacji o porodzie (w tym też akapicik o krzyku) znajdziecie w książce „Poród bez granic” Claude Didierjean-Jouveau, Mamania, Warszawa 2010

 

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *