ZNOWU SZPITAL? HURRA!

Wiecie, że dobrze jest mieć ulubiony szpital w mieście, gdzie się mieszka? Człowiek czuje przynajmniej, że wylądował w fajnym miejscu (haha), kiedy trafia tam z totalnie osłabionym dzieckiem na kilka godzin przed Wigilią (samochód spakowany na wyjazd do rodziny? – jaki wyjazd? jaka kolacja?).

Super się czeka w ulubionym szpitalu ponad 6 godzin na decyzję, co dalej (a drugie, młodsze dziecko, tęskni w domu za mamą i nikt jeszcze nie wie, że mamy nie będzie przez następne 3 noce). I jak tu świątecznie! – czuje się atmosferę nie tylko dlatego, że jest jedna lekarka na całą izbę przyjęć (i wciąż wychodzą kolejni pracownicy, z radością żegnając się z kolegami), ale też dzięki temu, że na korytarzach stoją choinki, zresztą bardzo ładnie udekorowane.

Kiedy w końcu okazuje się (intuicja podpowiadała mi to od jakiegoś miesiąca), że w tym roku żadnej kolacji wigilijnej definitywnie nie będzie, jest już prawie 21. Przemiła pani salowa przynosi czystą pościel, żebym mogła odpocząć na moim łóżku, obok córeczki (that really made my day!). Chore dziecko, położone do łóżka, po raz nasty tego dnia w sekundę zasypia. Czy to też jej ulubiony szpital? Czy śni o Świętym Mikołaju? Byłyśmy w tym szpitalu po raz pierwszy niemal równo rok temu, zresztą w poważniejszym stanie. Wygląda, że będzie to „nowa świecka tradycja”…

Jakie atrakcje przewidziało dla nas życie z okazji świąt? W sumie nic wielkiego – rotawirus. I początki odwodnienia oraz osłabienie jako konsekwencja wymiotów. Co ciekawe, pediatra przyjmujący nas do szpitala w pierwszej kolejności wykluczył ponowne wgłobienie (to z nim borykaliśmy się rok temu – czytaj TU), bo jednym z sygnałów wgłobienia są intensywne wymioty.

Znałam zasady „nawadniania dziecka” (zresztą odświeżyłam je na izbie przyjęć ulubionego szpitala dzień wcześniej, gdy już dzień wcześniej próbowałam uzyskać pomoc dla córki) oraz udawało mi się je wdrożyć w życie – córka chciała pić, chętnie przyjmowała kilka łyków płynu, szczególnie po wymiotach. Tylko co z tego… – wymioty były na tyle częste i intensywne (co ok. 1,5 godziny i nie wiem doprawdy, skąd brała się ich treść), że mimo podawania płynów, Starsza i tak się odwadniała…

Oto te zasady (pasują do wszystkich typów nieżytów żołądkowo-jelitowych u dzieci):

Kiedy kilkuletnie dziecko ma biegunkę lub wymiotuje – po pierwsze, drugie i trzecie podajemy płyny, by uzupełnić ich utratę. To trudna sytuacja – dziecko się bardzo męczy, niektóre dzieci reagują na wymioty stresem, płaczem – wymaga od rodziców wielkiej cierpliwości, która i tak na nic się może nie zdać (jak w naszym przypadku). A do tego – jak podawać płyny, jeśli dziecko po wymiotach zasypia? Budzić, czy nie? Dać odpocząć, czy nawadniać? To są problematyczne pytania… Na pewno trzeba robić wszystko, by dostarczyć dziecku płyny, bo picie pod każdym względem jest lepsze niż szpital. Ale warto mieć świadomość, że jeśli sytuacja przerasta nasze możliwości kontroli, to właśnie po to są szpitale.

Co podajemy? Wodę lub elektrolity. Woda (chłodna!, bo ciepła może wzmagać odruch wymiotny) jest OK, ale elektrolity są lepsze, bo wchłaniają się w przewodzie pokarmowym, podczas gdy woda niekoniecznie.

Maluszkom podajemy pierś (lub mleko) tak często, jak się da.

Jak często? – kilka małych łyczków (łyżeczek) co kilka minut. Teoretycznie, nawet jeśli dziecko weźmie tylko jeden łyk na kilka minut, to już jest OK.

Jeśli przez około 3-4 godziny wymioty nie nawracają, a dziecko jest głodne, można podać coś lekkostrawnego do jedzenia. Lub coś ulubionego przez dziecko – np. makaron z oliwą lub płatki kukurydziane z mlekiem (według lekarek z „naszego szpitala” nie ma przeciwwskazań do podawania kilkulatkom mleka krowiego, gdy wymiotują, a mają ochotę na mleko; chyba że mleko ewidentnie nasili objawy nieżytu – wtedy przejściowo z niego rezygnujemy).

Co jeszcze podawać? Można probiotyki (do kilku dni po ustaniu kłopotów), ale ponoć badania nie mówią jednoznacznie, że probiotyki na cokolwiek pomagają… I nie widzę sensu ich podawania do czasu definitywnego ustąpienia wymiotów.

Jeśli są potrzebne, można też podawać leki przeciwgorączkowe, nawet na „pusty żołądek” i mieć nadzieję, że zadziałają zanim wyjadą 😉 .

A jeśli dziecko nie chce pić? Są różne szkoły – nie mam na to dobrej odpowiedzi. Można przekonywać, tłumaczyć, nalegać. Ale zmuszać??? Szczególnie, jeśli podacie 2 łyżeczki, a dziecko od razu zacznie znów wymiotować?

Poza tym każdy organizm zareaguje inaczej – u nas Starsza piła (i nie było tak, żeby od razu wymiotowała tym, co wypiła), ale to i tak nic nie pomogło. I nie obyło się bez szpitalnych kroplówek.

Proponuję więc dodatkową podstawową zasadę: jeśli dziecko intensywnie wymiotuje (lub ma dużą biegunkę), jeśli widzisz, że traci siły – zaczyna zasypiać, nie ma za bardzo siły wstać i jeśli intuicja podpowiada Ci, że coś jest nie tak, jedź do szpitala, bo tylko kroplówka pomoże uzupełnić utratę płynów.

 

A co poza tym? Poza tym myjcie z dzieciakami rączki, a nawet szorujcie i wymagajcie tego od przedszkola, żłobka, szkoły, bo wirusy przewodu pokarmowego przenoszą się głównie przez brudne rączki, a nie drogą kropelkową.

I choć każdą dziecięcą chorobę czy pobyt w szpitalu da się znieść, to najbardziej w tym kolejnym roku życzę zdrowia Waszym maluchom i Wam!

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *