WAŻNIEJSZE JEST DLA CIEBIE DZIECKO CZY TELEFON?

Dałam dziś dramatyczny tytuł, a co. Z dwóch powodów. Po pierwsze to bardzo zasadne i aktualne pytanie. Telefon dla dorosłej osoby (szczególnie dla osoby zajmującej się małymi dziećmi, a tym samym mającej ograniczony czas i swobodę wychodzenia z domu – tak to skrótowo ujmijmy) to nie tyle gadżet, ile sposób na bycie z innymi ludźmi, to możliwość zdobywania wiedzy, to organizer codzienności, to źródło relaksu i rozrywki. To trochę „ja i moje życie” w odróżnieniu od „ja jako rodzic, ja i moje dziecko”. Szukanie równowagi między tymi dwiema sferami to codzienność większości rodziców. Motywuje nas pragnienie zadbania o siebie w natłoku obowiązków, w tym „obowiązków rodzicielskich”. Między innymi dlatego z taką chęcią i łatwością sięgamy po telefon w czasie, który mamy dla naszych dzieci.

Po drugie – myślę, że to pytanie dość dobrze oddaje to, co mogą czuć dzieci, których rodzice korzystają non stop ze swoich telefonów – przy jedzeniu, podczas zabawy (w domu lub na spacerze), przy usypianiu, szykowaniu posiłków itd, itd. I nie sądzę, by były to przyjemne uczucia – wybierając telefon (tak, uważam, że po części mamy do tego prawo), mimo wszystko powinniśmy pamiętać, jaki komunikat wysyłamy wtedy dzieciom.

Dane na temat tego, co dzieje się z dziecięcym mózgiem i psychiką, jeśli (małe) dziecko za często korzysta z telefonu/tabletu/laptopa – kiedy ogląda bajki lub gra w gry (to drugie jest dla mnie akurat kompletnie niepojęte) – są dość powszechnie dostępne. I raczej jednoznaczne: nie jest to najlepiej spędzony czas, dzieci skorzystałyby bardziej z czasu spędzonego na rozmowie z innymi ludźmi i na aktywnej eksploracji świata. 

Jednocześnie prawie nieznane są dane mówiące o tym, jaki wpływ na rozwój dzieci ma fakt, że rodzic nie jest (emocjonalnie) dostępny dla dziecka w czasie, który z nim spędza, bo de facto spędza czas ze swoim telefonem, a nie z dzieckiem.

Dlatego przytaczam Wam dziś kilka soczystych faktów – pod rozwagę i ku potomności 😉

  1. W życiu naszych dzieci jesteśmy obecni fizycznie i psychicznie. Z tym, że w ostatnich latach przebywanie we wspólnej przestrzeni z rodzicami wcale nie gwarantuje dziecku ich obecności psychicznej, ich uwagi. Badacze mówią wręcz o bardzo szkodliwym dla dzieci zjawisku „stale ograniczonej uwagi” rodziców (continuous partial attention). Podstawą dla rozwoju dziecka, dla jego zdolności uczenia się jest obustronna, zaangażowana komunikacja z rodzicem. Specjaliści od rozwoju dzieci różnie nazywają ten specyficzny system komunikacji niemowlę/dziecko-rodzic, który jest podstawą rozwoju mózgu – mówią o odzwierciedlaniu lub o „konwersacyjnym duecie”. Ten system zazwyczaj charakteryzuje się wyższym, brzmiącym bardziej zaangażowanie tonem głosu rodzica, użyciem uproszczonej gramatyki, niemal przesadnym entuzjazmem („Ooo, narysowałaś kreseczkę! Wow!” 🙂 ). I nawet jeśli jest na dłuższą metę nie do zniesienia dla dorosłego, to dzieci pragną go i angażują się całe w tego typu emocjonalno-komunikacyjną wymianę z rodzicami.

Jeśli taka komunikacja jest non stop przerywana („czekaj chwilę, sprawdzam maila/(minuta na FB) a, tak, ba ba ba/tak, tak, pośpiewam z Tobą tę piosenkę, tylko zamknę instagrama”/lub: jak często patrzysz na dziecko i szepczesz do niego w czasie karmienia piersią, a jak często przewijasz FB?), to wpływa to negatywnie na możliwość uczenia się u dziecka, a zatem ogranicza jego ogólny rozwój.

2. Mnóstwo badań potwierdza, że umiejętności językowe małych dzieci są wyłącznym i najlepszym wyznacznikiem ich osiągnięć w wieku szkolnym. Rozwój mowy u dzieci, stymulacja ich językowych zdolności następuje właśnie na drodze niekończących się rozmów dziecka z rodzicem – powtórzeń, podpowiedzi, odzwierciedlania, pytań, odpowiedzi, podrzucania nowych słówek i konstrukcji, rymowania, zabawy, śmiechu, podśpiewywania. Jeśli dobry emocjonalny klimat takich wymian, ich spontaniczny przebieg i wzajemna koncentracja uwagi rodzica i dziecka są raz po raz zawieszane, przerywane (odrywam się od dziecka i szybko odpisuję na wiadomość na WhatsApp), to zdaniem badaczy cierpi na tym rozwój mowy, a przy okazji (co trudniej zbadać) także emocjonalny rozwój dziecka, które po prostu czuje brak zaangażowania ze strony rodzica.

3. Dodatkowo, ci rodzice, którzy non stop mają w ręku telefon, rzadziej inicjują wymianę/rozmowę/zabawę z własnym dzieckiem. Są też bardziej skłonni… irytować się na dziecko, na jakieś jego zachowanie – tak naprawdę dlatego, że dziecko właśnie oderwało ich od telefonu.

4. Nie rozstając się z telefonem rodzice narażają swoje małe dzieci na ryzyko wypadku. Jedna z amerykańskich statystyk, która powstała w czasie upowszechniania się użycia smartfonów, pokazuje że im więcej smartfonów przypada na głowę mieszkańca danego obszaru, tym więcej dzieci trafia w tym obszarze na SOR z różnymi obrażeniami ciała…

Będąc ciałem z dzieckiem, ale duchem z telefonem (hm… – czy to zjawisko nie ma miejsca także w stosunku do naszych życiowych partnerów?), decydujemy się de facto na model rodzicielstwa, który jest nie tyle naszym autorskim modelem, ile totalnym chaosem zależnym od czerwonej ikonki powiadomienia na FB lub innego piknięcia naszego telefonu. A potem dziwimy się, że nasze starsze dzieciaki z nami nie gadają, bo non-stop patrzą w ekran smartfona 😉 


Do napisania tego posta zainspirowała mnie Agata (dzięki 😉 ), która podesłała mi świetny tekst „The Dangers of Distracted Parenting” z www.theatlantic.com, autorstwa Eriki Christakis.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *