TORT MUSI BYĆ

Dobrze, że urodziny zaczynają się właściwie o północy.

Kiedy rozpoczyna się urodzinowy dzień i obok po raz pierwszy nie ma najkochańszej osoby, to trudno powstrzymać płacz.

Kto uśmiechnie się do mnie, bo cieszy się po prostu z mojej obecności? Kto złoży mi najwspanialsze życzenia? Kto zainspiruje dzieciaki, by celebrowały mój dzień? I co on właściwie na dziś dla mnie planował? Zmarł de facto miesiąc przed moimi urodzinami, więc na pewno wiedział już, co i jak, bo lubił planować takie sprawy z wyprzedzeniem.

Więc ten czas po północy jest doskonałym czasem na łzy, a potem na odpoczynek i sen. Wtedy rano można wstać, mając już to wszystko za sobą. Można rozpocząć nowy dzień i cieszyć się tym, co on przyniesie.

A przyniósł piękne życzenia i słowa od ważnych osób, w tym wspaniały wiersz (!), dużo kwiatów, które uwielbiam dostawać, trafione (jeden aż za bardzo…) prezenty i dużo pyszności.

Zamówiłam dla siebie „tort marzeń” od coraz popularniejszych w Łodzi „wyczarowywaczek tortów”. Dzięki temu lukier na torcie był szary, a nie czekoladowy czy różowy i dlatego miałam moją ulubioną biel i żółć. Taka mała ekstrawagancja, aby celebrować własną kobiecość. Szczególnie, że te kwiaty… 😉

Czego nie zrobiłam w moje dzisiejsze urodziny? Nie złożyłam sobie sama życzeń, ani nie zastanowiłam się nad tym, czego najbardziej na dziś pragnę (poza tym, co z całą pewnością wiem). Tak, mam czas na rozmyślania do północy, może dam radę.


A tak pisałam o urodzinach i karmieniu w zeszłym roku – KLIK. Sporo się działo przez ostatni rok, mój syn faktycznie przesypia (ale od niedawna, nie od roku) większość nocy, ale ssanie piersi kocha miłością chyba jeszcze silniejszą niż rok temu, a ja w sumie nie zastanawiam się już, czy i kiedy mu „przejdzie”, tylko spokojnie czekam.

 

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *