OMG

Mam w tej chwili poczucie, że żyję taką pełnią życia, tak głęboko i intensywnie, jak dawno (jak nigdy?). Pełen zachwyt, nawet przez łzy, po prostu OMG!

Nie bierze się to z intensywności kolekcjonowania wrażeń, nie bierze się to z pędu, który skądinąd lubię – pięknego, intensywnego, bogatego w wydarzenia, w wyjazdy, przeżycia, spotkania, w różne doświadczenia.

Moje poczucie pełni bierze się stąd, pojawiło się dzięki temu, że zwolniłam. Czyli na te rzeczy, które mnie spotykają, mam więcej czasu – mam więcej czasu, by ich doświadczać, żeby przeanalizować te doświadczenia. A może nawet nie przeanalizować, tylko po prostu poczuć – pobyć w tym, uświadomić sobie, co czuję.

To jest absolutnie niesamowite.

Być może też mam poczucie, że pewnych rzeczy kosztuję po raz pierwszy, jakby były nowe. Kiedyś zawsze działy się z W, a teraz doświadczam ich sama – paradoksalne robię je (znów) pierwszy raz.

Jakoś tak samoczynnie (czyli intuicyjnie) pojawiło się, zwerbalizowało w mojej głowie, hasło, które towarzyszy mi niemal każdego ranka, które sobie świadomie powtarzam od 3-4 (?) tygodni: „emotional life first” lub „inner life first”.

(Dlaczego po angielsku? Ten język zawsze był mi bardzo bliski, jego przebogate słownictwo i pewna prosta elegancja pasowały mi w wielu sytuacjach, myśli same układały się w mojej głowie po angielsku, szczególnie do opisu doświadczeń z gatunku niesamowitych, takich, na które mój zwykły, codzienny język nie wystarczał. Lubię myśleć po angielsku, a przy tym, być może, myślenie o swoich własnych przeżyciach w innym języku, pozwala się jakoś lepiej zdystansować? Pamiętacie „Let it go”? )

To oznacza, że kiedy tylko potrzebuję zająć się sobą i mam ochotę poczuć, co tak właściwie czuję, co wzbiera we mnie (i jak to się skończy) lub gdy mam ochotę porozmyślać o czymś lub gdy chcę przyjrzeć się moim emocjom w danym momencie, to po prostu to robię, rzucając wszystko inne. To niesamowicie działa – właśnie w kontekście mojego poczucia sensu w każdej chwili/głębokiego sensu każdej przeżywanej chwili.

Oczywiście zmieniłabym różne rzeczy jeszcze, nie byłabym sobą, gdybym nie myślała tymi kategoriami. Przede wszystkim chciałabym więcej czasu i i głębiej poświęcać dzieciom, bo ja jednak chyba poświęcam go teraz trochę bardziej sobie, moja uwaga skupia się na mnie samej. Im również poświęcam czas, całym sercem, z całą moją otwartością, ale myślę, że nie tak dużo, jak oni tego potrzebują. Byłoby piękniej i nam wszystkim lepiej, gdybym poświęcała im trochę więcej czasu. Ale nie mogę na razie i – przy tym – są to jakieś subtelne różnice, nie powodujące poczucia winy.

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *