3.

Dziś wieczorem dzieci zaczęły podśpiewywać-podrapowywać: „Hej dziewczyny i chłopaki, bo jeśli macie pełne baki, to zapraszam … was na raki”… Dzieci i śmierć, dzieci bez taty, dzieci i ja – wszystko osobne, wielkie tematy.

A mój raport z pola walki?

W sobotę, na śniadanie, jak to na śniadanie w sobotę, przyrządziłam szakszukę. Ale nie smakowała tak, jak powinna. Co więcej, nie zbliżyłam się do smaku, który jemu wychodził. Choć dodałam nawet śliwki (!) – może za kwaśne? Przełknąć ten brak należytego smaku to było trudne doświadczenie.

Sobotę i sobotnią noc spędziła ze mną A. Otaczać się dobrymi ludźmi – to doskonała intuicja. A dobrzy ludzie mają genialne pomysły – zaproponowała mi, że w dzień pogrzebu przyjedzie i pomoże mi ogarniać organizację. Naprawdę rewelacyjny pomysł, na który kompletnie nie wpadłam – dzięki niemu czuję się do teraz podbudowana.

Od kilku dni nie mam flow, by pisać. Może w ostatnich dniach, mój mózg po godzinie 22 idzie już tylko odpocząć?

Apetyt chyba odzyskałam zupełnie, od wczoraj (28/07). Owszem, nadal nasycam się bardzo małą porcją, ale kiedy posiedzę dłużej przy stole, to zjem większość z tego, co sobie naszykuję.

Nie mogę się jedynie nadziwić, jak błyskawicznie wychudłam przez tych kilka dni. 

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *