KSIĄŻKA BEZ OBRAZKÓW – KSIĄŻKA DLA DZIECI, KTÓRĄ WARTO ZNAĆ

Cześć! Zaczynasz czytać pierwszą na blogu recenzję książki dla dzieci (o książkach dla rodziców piszę np. TUTAJ).

Właśnie dziś startuję z całym cyklem o wartościowych książkach dla dzieciaków. O książkach nie tylko niebanalnych, mądrych i pięknie wydanych, ale też takich, przy których rodzic nie umrze z nudów, przynajmniej przez kilkadziesiąt pierwszych czytań 😉

Dziś też na końcu wpisu video-niespodzianka 😉 , również dla dzieciaków!

W cyklu pojawią się czasem nowości, ale w większości będę recenzować „odgrzewane kotlety” i wcale się tego nie wstydzę. Dlaczego? Ano dlatego, że:

  • książka to nie ubranie, nie trzeba ulegać trendom, ani presji na nowości (uff…), niektóre książki żyją dziesiątki lat lub dłużej i chwała im za to!
  • oferta książek dla dzieci stale się powiększa i obecnie już przyprawia o zawrót głowy – jeśli się regularnie nie śledzi rynku, to nie sposób wiedzieć o wszystkim, a regularne śledzenie rynku jest raczej dla profesjonalistów niż dla zwyczajnych rodziców
  • dla debiutujących rodziców nie ma znaczenia, czy coś jest nowością, bo dla nich wszystko jest nowe, liczą się podpowiedzi, co wartościowego wybrać, choćby sprzed 3 sezonów 😉

 

 

Zaczynamy od „Książki bez obrazków” (autor: Benjamin Joseph Novak, wydawnictwo Czarna Owieczka).

To nie tylko tytuł, ale i fakt – poza różnokolorowymi, estetycznie i niesztampowo skomponowanymi na stronie czcionkami, ta książka nie ma żadnych obrazków, a dzieciaki i tak ją uwielbiają. Uwielbiają przede wszystkim dlatego, że książka ta pozwala bezkarnie ponabijać się z rodziców, z „poważnych i szacownych na co dzień” dorosłych.

[Tytułowe zdjęcie wpisu przedstawia jedną ze stron książki, a jak wszyscy wiemy, czytanie książek polega na tym, że trzeba przeczytać wszystko, co znajduje się na jej kartach, każde słowo 😉 ]

Serdecznie polecam Wam i waszym dzieciakom tę oryginalną na rynku wydawniczym pozycję, która od pierwszej strony wciąga dzieciaki swoją nietypowością i ujmuje dzieci dostosowanym do ich poczucia humoru dowcipem.

Zmuszająca rodziców do wygłupów książka pomaga im niewątpliwie ćwiczyć autodystans i relaksować aparat mowy 😉 , bo w dużym stopniu opiera się na wyrazach dźwiękonaśladowczych. Te wszystkie wrrrr! i chlup! można też z powodzeniem ćwiczyć z maluchami – ku ich uciesze i rozwojowi mowy.

Praktyczne:

  • Z moich doświadczeń wynika, że dwulatki zaśmiewają się nawet bardziej niż czterolatki, myślę że gdy dziecko ma około półtora roku, można zacząć mu tę książkę czytać.
  • Ponieważ książka nie jest nowością, nie jest łatwo dostępna w księgarniach internetowych – dajcie znać, jeśli wiecie, gdzie ją kupić, ale powinna być dostępna w bibliotekach – my mieliśmy ją właśnie stamtąd.
  • Za tydzień zapraszam na kolejną recenzję!

A na zakończenie obejrzyjcie, jak reagują młodsze przedszkolaki, którym Maciej Stuhr w jednym z materiałów wydawnictwa czyta „Książkę bez obrazków”.

Kolejną recenzję książki dla dzieci znajdziesz tu (KLIK).


Przydał Ci się ten wpis? Udostępnij go na FB lub oznacz w komentarzach znajomych, którym również mógłby się przydać. Sharing is caring. Dziękuję!

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *