MAMO, POBAW SIĘ ZE MNĄ!

 

„Mamo, pobaw się ze mną!” słyszę kilka, kilkanaście, a czasem nawet jeszcze więcej razy dziennie.

Lubię bawić się z moimi dziećmi. Najczęściej bawimy się w to, co proponują. Jednak czas zabawy ma też dla mnie aspekt stresujący. Nie, nie zastanawiam się nad tym, czy zabawa jest wystarczająco „rozwojowa” lub ambitna. Ale spinam się w momencie, kiedy dziecko mówi: „W co się pobawimy?”, a ja czuję pustkę w głowie i gorączkowo zastanawiam się: „No właśnie, w CO?”.

Szczególnie, że coraz częściej zdarza się, że dzieciaki (szczególnie Starsza) mają specjalne oczekiwania – chcą nowych, mocnych wrażeń i sprawdzone propozycje typu „Może poczytamy?”, „Porysujemy?” spotykają się z odmową.

Dlatego zaczęłam zapisywać najlepsze pomysły na zabawy, szukam też czasem inspiracji w rozmowach ze znajomymi i na blogach. Powstaje ściąga, która jest pod ręką i pomaga w okresach „matczynego zaćmienia z wiecznego przemęczenia” 🙂 , gdy spojrzenie dziecka dodatkowo ponagla: „Mamo, nudzę się!”.


„Bawcie się z dzieckiem, żeby nacieszyć się tym okresem waszego życia” Carlos Gonzales (s.252)∗


Poniżej moja subiektywna lista zabaw, jakie można zaproponować kilkuletnim dzieciom. Niektóre zabawy wymagają niewielkich przygotowań, warto więc się przygotować i stale mieć w domu to i owo w stylu barwnik spożywczy w płynie, by móc łatwo zorganizować dzieciakom bajeczną zabawę „z niczego”.

Klasyki (wydaje się, że „działają” zawsze i wszędzie) to zabawy wodą i masa solna.

Zabawa wodą to może być coś tak prostego, jak stanie na krzesełku przy kuchennym zlewie i nalewanie wody do naczyń różnej wielkości, przelewanie jej przez lejek, czy robienie „powodzi”, w którą zostają złapane ludziki czy samochodziki.

Może to być również mycie w miseczce znalezisk ze spaceru – np. kamyczków lub kasztanów – ostatnio kąpiel żołędzi zajmowała mojego syna przez całe pół godziny.

Jeśli mamy barwniki spożywcze, to możemy już wznieść się na wyżyny wyrafinowania – szklanki z kolorowymi cieczami na stole, przelewanie łyżeczką, mieszanie kolorów, pełna ekstaza 😉

Oczywiście zabawy wodą są najlepsze latem na dworze – wtedy w zasadzie wystarcza miska napełniona wodą, garnek, chochla, sitko i świat dookoła przestaje istnieć 😉

Jeśli chodzi o masę solną (bierzemy tyle samo mąki, co soli i dolewając stopniowo wodę, wyrabiamy ciasto, do takiej konsystencji, aby dało się ugniatać i wałkować), to również daje ona mnóstwo możliwości, a przy tym angażuje dziecięce rączki, które uwielbiają manualne zadania. Można z masy lepić czy wycinać cokolwiek, można robić odciski – np. własnych rąk czy stópek, można te wyroby potem suszyć w piekarniku lub na kaloryferze, a następnie malować, kolorować, nalepiać na nie włóczkę, robić figurkowy teatrzyk itp.

Z moich doświadczeń wynika, że zabawy ogólnie dzielą się na zabawy ulubione przez dzieci i zabawy ulubione przez rodziców. A niekiedy na zabawy ukochane przez dzieci i totalnie nudziarskie dla rodziców… 😉

Czy któreś zabawy ukochane przez Wasze dzieci szczególnie Was męczą? Ja przykładowo nie cierpię zabawy w sklep, choć tekst: „Dzień dobry. Co chce Pani u mnie kupić… w prezencie dla swojej córeczki?” zawsze mnie powala. Za to uwielbiam wszystkie zabawy na dworze – spacery, wrzucanie patyków do rzeczki, wspinanie się na górki, wchodzenie (w kaloszach! 😉 ) do kałuży, grę w piłkę czy lepienie bałwana.

Jeśli chodzi o klasyki, to zaliczam do nich jeszcze zabawę klockami, czytanie i wszelkie zabawy plastyczne – rysowanie, malowanie, wycinanie, wyklejanie itp. Do tych ostatnich również warto czasem się przygotowywać – a to wyciągnąć kolorową bibułę, do zabawy którą dzieci na co dzień nie są przyzwyczajone, a to zaproponować malowanie na szybie (czyli: do szyb okna np. balkonowego, przyklejamy zwykłą folię spożywczą, na podłodze rozkładamy gazety, dajemy dzieciom farby i hulaj dusza 😉 ).

Na szczęście, dla wszystkich dzieci, które znam, zabawą jest już sam kontakt z rodzicem: łaskotanka-przytulanka i wszelkie inne zabawy ruchowe – ganianie się, obroty, ciąganie się po podłodze (np. dzieci podróżują po mieszkaniu siedząc na stopach rodzica, który jest powłóczącym nogami olbrzymem), zeskoki w asyście rodzica, podskoki (nauka na obu nogach, na jednej, z zamkniętymi oczami, itp.), czy podskakiwanie na kolanach rodzica. W tym kontekście klasykiem jest też zabawa w chowanego, połączona ze straszeniem się, gdy ktoś zbliża się do naszej kryjówki oraz zabawa w ciepło-zimno lub szukanie schowanego przez jednego z domowników przedmiotu. Gdy bawimy się w chowanego z maluchami, np. 1,5 roczniakami, zabawa nie przebiega według klasycznych zasad – dzieciaki nie do końca kumają, jak się schować i że trzeba wytrzymać w kryjówce, ale śmiechu i entuzjazmu jest tyle samo 🙂

Zazwyczaj nie mam nic przeciwko zabawom „brudzącym”, bo dzieci je uwielbiają. Wykończyło mnie tylko kiedyś odkurzanie salonu z resztek konfetti przez 45 min 😉 – od tej pory papierowym konfetti śmiecimy poza domem, trudno… Dla równowagi moje dzieci co jakiś czas łapią fazę na zabawę w czyszczenie – biorą kawałek papieru toaletowego lub po mokrej chusteczce i „pucują” wszystko, co napotkają wokół – szyby w oknach, framugi, podłogę, nogi od stołu… Na szczęście to niegroźna zabawa 😉

Do zajęć „brudzących” na pewno należy masa solna, prace plastyczne (szczególnie malowanie rękoma lub stópkami 😉 ), a także gotowanie. Ale wspólne gotowanie to jeden z najwspanialszych sposobów wspólnego spędzania czasu, pozwalający też połączyć przyjemne z pożytecznym. Zachęcam do angażowania dzieciaków od małego w kuchenne zajęcia – niech mieszają składniki, odważają, kroją (np. banany tępym nożem), polecam też wspólne wypieki, np. ciastka owsiane 😉

I na koniec jeszcze jedna prosta zabawa (inspiracja z bloga Mataja), czyli latarka. Latarką oświetlamy znienacka różne punkty w pokoju – pełna śmiechu pogoń za plamą światła gwarantowana. Możemy też podświetlać apaszkę czy kawałek materiału i wspólnie obserwować świetlne efekty (to z pewnością wciągnie również młodsze dzieci). Możemy oświetlać części ciała i uczyć się, jak się nazywają 😉 Albo liczyć, ile razy mrugnęła latarka. Możliwości jest bez liku.

Taak, trochę się zmęczyłam tym wyliczaniem – w końcu dobra zabawa potrafi nieźle zmęczyć 😉

 

A tutaj przeczytacie o tym, jak można się bawić z dzieciakami w samochodzie: KLIK i jak zbudować domek na drzewie KLIK.


Podzielcie się swoimi pomysłami na dobrą zabawę z dzieciakami. Lub polećcie znajomym na FB ten wpis, jeśli może ich zainspirować. Dzięki!


Carlos Gonzalez „Mocno mnie przytul. Jak zbudować i utrzymać silną więź w rodzinie”, wyd. Mamania, Warszawa 2016, s. 246

Książkę znajdziecie m.in. tu: https://www.karmiecie.pl/pl/p/Mocno-mnie-przytul/385

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *