JAK TO POLICZYĆ? CZYLI MOJE PODSUMOWANIE 2017

Ostatnie dni roku – wszyscy zajmują się analizami, podsumowaniami, względnie prognozami i planowaniem. A może, żeby dobrze podsumować, trzeba naprawdę z bliska przyjrzeć się własnej codzienności? Zatrzymać się nad tym, co się na nią tak właściwie składa – nazwać to i przeliczyć? Trochę w duchu carpe diem. Trochę w odruchu docenienia i dowartościowania zwykłej egzystencji (kto kojarzy „Szczeliny istnienia” i „Błony umysłu” Brach-Czainy, ten wie, o czym mówię). A trochę dla śmiechu i też dla uszanowania własnej codziennej ciężkiej pracy – wysiłku dbania o bliskich i siebie.

Sięgnijcie po kalkulatory i zapraszam do obliczeń!

U mnie w 2017 było/poszło/odbyło się:

Minimum 700 owsianek z bananem wydanych dzieciom o poranku i myślę, że było zaledwie kilkanaście dni, kiedy owsiankę zastępowała jaglanka, ryż z owocami lub pieczywo.

ZERO w całości przespanych nocy; zera mam również jeśli chodzi o ilość nocy przespanych z 1 lub 2 pobudkami…

Około 2200 zmienionych pieluch, średnio 180 miesięcznie, z czego jakieś 400 zmian w roku połączonych z myciem pupy 😉 Przypis: w grudniu ilość zużywanych pieluch dramatycznie spadła, bo synek zaczął uczyć się, jak żyć bez pieluchy. Ale w przyrodzie nic nie ginie, więc dodatkowe atrakcje dla rodziców, jakie się pojawiły, to: siku wycierane z i spod drabinki prowadzącej na piętrowe łóżko siostry, siku ściekające na kaloryfer i wycierane z parapetu, bo przytrafiło się podczas wyglądania przez okno lub siku do obiadu na i pod drewniane dziecięce krzesełko.

12-14 randek z mężem na mieście, czyli kino, restauracja, drink, spacer, kolacja ze znajomymi bez dzieci, wystawa. W tym roku pechowo nie udało nam się dotrzeć wspólnie do teatru – 2x mieliśmy wykupione bilety i 2x byłam sama, bo raz nie dotarła niania, a raz dzieci zaczęły wymiotować na wyścigi, więc ktoś z nas musiał zostać w domu…

1 wesele, 2 pogrzeby.

Minimum 1095 wieczornych i nocnych karmień piersią, do tego jakieś 150-200 porannych.

1 przelot sama z dwójką dzieci.

Kilka wieczorów przy ognisku.

Około 300 prań w pralce.

Skandalicznie mało obejrzanych w tym roku dobrych, ważnych filmów – głównie przez noce zarywane na pracę.

Jakieś 50 sesji jogi w szkole jogi i kilka(naście?) sesji w domu (ale ZERO razy rano).

1 antybiotyk przepisany przez pediatrę i 2 ospy wietrzne.

Kilkanaście niewerbalnych przemów do żenujących kierowców, którzy nie mają zwyczaju przepuszczać przechodniów na przejściach dla pieszych.

Może nawet 100 spacerów po lesie.

Co najmniej 1 opakowanie białego papieru A4 (500 szt.) zużyte przez dzieci na rysunki i inne prace plastyczne.

1 uruchomiony blog.

Około 75 upieczonych całą rodziną i udekorowanych na Święta pierniczków i jeden upieczony przeze mnie piernik; swoją drogą, ilość ciast upieczonych przeze mnie w tym roku łącznie z piernikiem to 3, z czego ciasto dyniowe zupełnie nieudane 😉 . Ale kilkukrotnie piekłam też (z dziećmi) bombowe ciastka owsiano-bananowe, przepis znajdziecie TU.

Minimum 730 filiżanek wypitej kawy – dni bez kawy w tym roku miałam chyba 2, a może 1? 😉 . Przekłada się to na około 11 kg ziaren kawy lub około 45 ćwierćkilogramowych opakowań świeżo palonej kawy. Ale oznacza to też niemal zero kaw na mieście, bo ulubiona kawa jest w domu.

8 rodzinnych wyjazdów wakacyjnych lub weekendowych wypadów na zwiedzanie.

Kilkadziesiąt wyhodowanych po raz pierwszy na działce koktajlowych pomidorków, ZERO dyń (aaa… – już trzeci rok z rzędu) i pierwsze w życiu osobiście ususzone pomidory, tak obłędne, że przyprawiały o zawrót głowy.

9 odwiedzonych w tym roku w Berlinie placów zabaw, średnio 3 dziennie.

6 odwiedzonych w Berlinie galerii sztuki i muzeów, średnio 3 dziennie 😉

1 – tyle par butów kupiłam sobie w tym roku. Nie liczę drugiej pary, niespodzianki otrzymanej od męża, a dla porównania – 5 lub 6 par butów dla córki i 3 dla syna 😉

ZERO całonocnych imprez (od jakichś 2-3 miesięcy bardzo mi tego brakuje).

Jakieś 100 wypitych lampek wina.

Kilka nowych, ciekawie zapowiadających się znajomości.

I kilka zdjęć, które wprawiły w zachwyt i pozostały w pamięci – na zakończenie wrzucam Wam jedno z nich (autor: Ron Jude).

I życzenia: podążajcie za pragnieniami i marzeniami w przyszłym roku!

Ron Jude (bez tytułu)

Przydał Ci się ten wpis? A może Cię rozbawił? Udostępnij go, proszę, na Facebooku!

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *