POGODNA KARMIĄCA MAMA O TRUDNYM POŁOGU, ZAPALENIACH PIERSI I POCZĄTKOWYM STRESIE

Magda to energiczna i wiecznie uśmiechnięta kobieta. Mama Ludwika, która powoli szykuje się do powrotu do pracy.

Odkąd urodziłaś, minęło 10 miesięcy. Wciąż karmisz piersią. Dlaczego? 

Uważam po prostu, że karmienie piersią to cud. Dlatego jeśli matka natura dała mi możliwość karmienia własnym mlekiem, to jest to zapewne najlepsza rzecz, jaką mogę dać swojemu dziecku. Ponadto karmienie piersią daje ten niepowtarzalny kontakt, dotyk. To moment, kiedy możemy być bardzo blisko ze swoim maleństwem, dać mu poczucie bezpieczeństwa, ukoić czy ukołysać do snu.

No i karmienie piersią jest bardzo praktyczne. Mogę nakarmić niemalże wszędzie i nie potrzebuję do tego butelek czy specjalnych podgrzewaczy. Pokarm jest zawsze świeży, ciepły, czysty i gotowy do podania w każdej chwili 🙂 Dodatkowo, karmiąc piersią, szybciej traciłam zbędne kilogramy po ciąży, co niewątpliwie poprawiło moją kondycję fizyczną i psychiczną 🙂

 

Masz skłonność do podostrych zapaleń piersi – co to znaczy? Jak to wpływa na Ciebie, na karmienie?

Do podostrego zapalenia piersi dochodzi w momencie, gdy nie karmię regularnie bądź gdy nie przystawiam dziecka do piersi z różnych pozycji tak, by piersi zostały dobrze opróżnione i nie dochodziło do zastojów. Zbyt częste stosowanie laktatora w momencie, gdy chciałam wyjść i zostawić małego z tatą, również przyczyniało się do złego stanu piersi, a to dlatego, że laktator nie jest idealnym narzędziem i nigdy nie zastąpi niemowlęcej zdolności ssania pokarmu.

Do objawów podostrego zapalenia piersi należą: temperatura w okolicy 38-38,5 stopni, złe samopoczucie, rozdrażnienie, nocne poty i – co bardzo charakterystyczne – ból brodawek. Za pierwszym razem myślałam, że łapie mnie grypa i żaden internista nie potrafił mnie prawidłowo zdiagnozować.

 

Jak nie dopuścić do zapalenia?

Pierwszym i najlepszym sposobem walki z zapaleniem jest częste przystawianie dziecka do piersi w różnych pozycjach, zażywanie max. 4 razy dziennie ibuprofenu, smarowanie brodawek specjalną maścią z antybiotykiem i stosowanie probiotyku. Jeśli te doraźne środki nie pomogą, a temperatura nadal będzie się utrzymywać, należy udać się do lekarza, aby przepisał antybiotyk. Tu bardzo ważna rzecz, musi to być antybiotyk na bakterie skórne, bo ta dolegliwość właśnie takiego problemu dotyczy. W momencie, gdy pierś nie jest dobrze opróżniona, dochodzi do namnażania niekorzystnych dla nas bakterii na skórze piersi, dlatego organizm reaguje podniesieniem temperatury ciała. W trakcie kuracji antybiotykowej trwającej 5-6 dni nie zaprzestaje się karmienia piersią.

Stan zapalny piersi zaczynał się u mnie kilka razy i niestety już dwukrotnie musiałam wziąć antybiotyk. Dla mnie branie antybiotyku jest bardzo frustrujące, bo brałam go dosłownie kilka razy w życiu, a tu nagle – po ciąży – ta perspektywa wisi nade mną cały czas.

Wszystkim kobietom mającym problemy z piersiami polecam cudowną lekarz, specjalistkę ds. laktacji dr n. med. Magdalenę Nehring-Gugulską z Warszawy. Od pani doktor dowiedziałam się, że „moja” jednostka chorobowa nie jest jeszcze klasyfikowana w Polsce – może dlatego lekarze, u których byłam, byli bezradni.

 

Czy jest coś, co Twoim zdaniem jest niezbędne dla karmiącej piersią mamy?

Dla mnie tych niezbędników jest parę. Wygodna odzież na co dzień oraz bielizna nocna dostosowana do karmienia piersią.

 

Masz na myśli biustonosz czy koszulę/piżamę?

Koszulę nocną dla kobiet karmiących. I jeszcze wkładki laktacyjne – ja stosuję jednorazowe, takie, które dostosowują się do kształtu piersi, aby, przy prowadzeniu aktywnego trybu życia, być zawsze na swoim miejscu.

Mam też rożek do karmienia malucha, taką poduszkę wielofunkcyjną, która nie tylko służy do karmienia, ale również synkowi, np. jako leżaczek czy podparcie pod brzuszek przy nauce raczkowania. No i laktator elektryczny – nie jeden raz uratował mi życie, gdy chciałam wyjść z domu i zostawić Lu z tata bądź innym członkiem rodziny lub gdy pojawił się zastój w piersi, a mały akurat wtedy nie miał ochoty jej opróżnić. Jest bardzo poręczny i wygodny w użytkowaniu, a przy tym skuteczny nie tylko do odciągania pokarmu, ale również w pierwszych dobach, by stymulować laktację, jeśli początkowo nie jest ona zadowalająca.

 

Jako mama mająca za sobą poród, co powiedziałabyś innym kobietom, które pierwszy poród mają jeszcze przed sobą?

Nie myślcie, że zwariowałyście i jesteście niespełna rozumu w czasie połogu!, kiedy wszystko was boli, jesteście zmęczone, rozdrażnione, boicie się czy wykarmicie swoje dziecko, czy poradzicie sobie w nowej życiowej roli. Te i inne stany i obawy mają zapewne wszystkie kobiety, tylko nie wszystkie chcą o tym mówić. Połóg niestety nie należy do przyjemnych momentów, ale na szczęście trwa krótko i potem jest już tylko lepiej, więc głowa do góry!

 

Jak przebiegał Twój połóg? Jak… ciężko?

Dla mnie połóg nie był łatwym doświadczeniem z dwóch powodów. Pierwszym był problem z laktacją w kilku dobach po porodzie, a drugim zmęczenie po porodzie naturalnym i ból po nacięciu – miałam 7 szwów. Bardzo żałuję, że żadna z moich koleżanek opowiadających o ciąży nie przygotowała mnie do połogu i nie ostrzegła przed potencjalnie złym stanem psychicznym i fizycznym. Bo gdybym usłyszała jakieś przestrogi, na pewno czułabym się pewniej, że nie tylko ja przeżywam coś takiego po porodzie i że to jest całkowicie normalna rzecz. Wszystkie jednogłośnie mówiły w samych superlatywach o urokach macierzyństwa. Kto wie, być może robiły to celowo, może nie chciały mnie przerażać? Choć wydaje mi się, że należy mówić nie tylko o rzeczach pozytywnych, ale również o tych mniej różowych, których przyjdzie nam doświadczyć tuż po porodzie. Ja niewątpliwie będę mówiła o wszystkich odcieniach połogu przyszłym mamom! Sic!

 

To opowiedz o tym problemie z laktacją.

Już na sali poporodowej wpadłam w panikę, bo nie wiedziałam, jak przystawić małego do piersi i jak stymulować laktację. I nikt w szpitalu nie udzielał mi sensownego wsparcia. Było wręcz tak, że przewijały się przez mój pokój różne położne i każda mówiła co innego! Pierwsza mówiła (choć to była pierwsza-druga doba po porodzie…), żeby koniecznie dawać mleko modyfikowane. Wtedy było tak, że choć Lu dobrze ssał, to wydawało mi się, że nie mam mleka, więc że on nic nie je. Druga zaleciła karmienie mieszane plus stymulację laktacji, pracowałam więc dodatkowo laktatorem oprócz przystawiania dziecka do piersi.

I dopiero trzecia sympatyczna położna, która spojrzała na mnie, to było w ostatniej dobie przed wyjściem ze szpitala, zapytała: „Co pani jest?”. Z grubsza byłam już wtedy zielona ze stresu. Więc powiedziałam jej, że się denerwuję, bo mam poczucie, że nie radzę sobie z karmieniem i że dostaję dezorientujące zalecenia. Miałam szczęście – ona poświęciła mi swój czas i uwagę, pokazała mi jak to robić i sprawdziła, w jakim stanie są moje piersi. To bardzo pomogło. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby akurat nie ona była na dyżurze przed naszym wyjściem ze szpitala…

 

Co takiego dokładnie zrobiła?

Umówiła się ze mną, że mam ją zawołać, kiedy mały zgłodnieje. Na spokojnie pobyła wtedy z nami, obejrzała karmienie i zauważyła też, że w moich piersiach gromadzi się mleko. Wytłumaczyła mi, że moja laktacja rozwija się prawidłowo, więc nie powinnam ani dokarmiać, ani stymulować, bo za chwilę może się u mnie pojawić nawał. Wyjaśniła mi też, jak trzymać synka do karmienia – nie do końca wiedziałam, jak go ułożyć, a ona i moja koleżanka z pokoju pokazały mi, jak go podeprzeć, jakie są pozycje do karmienia. Uspokoiło mnie to i dało siłę na kolejne dni. I od tamtej pory wszystko idzie bardzo dobrze. Uważam, że tak powinna wyglądać pomoc laktacyjna w szpitalu.

 

Czego o karmieniu dowiedziałaś się na szkole rodzenia?

Niestety, na zajęciach dla przyszłych rodziców o laktacji dowiedziałam się bardzo podstawowych rzeczy. Więcej miejsca poświecono psychologicznym aspektom wspólnego porodu niż poradom dot. karmienia piersią. Położna laktacyjna, która na zajęcia zabrała ze sobą sztuczną pierś, mówiła głównie o tym, jakie jest zalecane żywienie dla matek karmiących oraz jak powstaje mleko i jakie są jego fazy.

Nie starczyło czasu, aby przedyskutować problemy laktacji takie jak nawał mleczny, bolesne brodawki, czy też zastój pokarmu lub jego niedobór. Nie udało się również wyjaśnić, jak przechowywać odciągnięty pokarm. O tych i innych rzeczach dowiedziałam się od innych mam, od położnych w szpitalu, lekarzy, jak również ze specjalistycznych książek. Planując drugie dziecko na pewno będę już spokojniejsza, a szkoła rodzenia nie będzie już chyba potrzebna 🙂

 

Jak Ci się podoba karmienie? Coś Cię w tym frustruje?

To niesamowity sposób komunikacji z maleństwem. Bardzo się też cieszę , iż mimo moich dolegliwości, mogę dać mojemu maluchowi najlepszy i najzdrowszy pokarm.

Chciałabym bardzo karmić Ludwika przynajmniej do 12 miesiąca jego życia, a następnie 1-2 razy dziennie, kiedy będzie uczęszczał do żłobka. Czas pokaże, czy będę mogła w pełni zrealizować swój matczyny plan 🙂 Jeśli jeszcze raz będę musiała wziąć antybiotyk, to raczej zdecyduję się już na zakończenie karmienia piersią – bo to nie jest dobre ani dla mnie, ani dla mojego dziecka. Poza tym nie widzę minusów kp. Oczywiście nie mogę wyjść z domu na dłużej bez dziecka i laktator nie rozwiązuje w pełni tej kwestii, ale bez przesady, to dla mnie na tym etapie nie jest problem.

 

Wspomniałaś kiedyś, że według Ciebie kobietom mało mówi się o tym, jak karmić i jak radzić sobie w przypadku problemów z piersiami. Co Ty wiedziałaś przed porodem i od kogo?

Wydawało mi się, że wiem bardzo dużo i że jest to wiedza wystarczająca, a tak naprawdę wiedziałam niewiele. Wynikało to przede wszystkim z tego, że była to wiedza teoretyczna, a nie praktyczna. Życie zweryfikowało ją bardzo szybko. Uważam, że to w szpitalu jest najlepszy czas na naukę karmienia i pozycji do karmienia – już w praktyce, pod okiem położnej, która się na tym zna, ćwiczenia w szkole rodzenia to nie to samo…

Podobnie było w momencie, kiedy z moimi piersiami nie działo się dobrze. Kompletnie nie wiedziałam, co robić i gdzie szukać porady. W końcu lekarz rodzinny skierował mnie do specjalisty od laktacji. Na szczęście była to specjalistka jakich mało, która bardzo dokładnie wyjaśniła mi na czym polega mój problem i jak mam sobie z nim radzić. Żaden internista czy położna nie udzieliliby mi takich porad, gdyż mówiąc wprost, nie do końca się na tym znają.

Wydaje mi się, że niestety każda z nas musi przejść przez swoje problemy związane z karmieniem, aby później być specjalistką w tym zakresie. Ile kobiet, tyle zmartwień dotyczących karmienia piersią, a każde wymaga osobnego podejścia. Jedno jest pewne, warto szukać rzetelnej wiedzy i porad specjalistów, aby poczuć się komfortowo.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *