ROZMOWA Z MAMĄ KARMIĄCĄ PIERSIĄ PO CESARSKIM CIĘCIU

Iza to aktywna kobieta, która niedawno po raz trzeci w życiu zmieniła miasto zamieszkania i została warszawianką. Mama uczennicy Lenki i małego Maksa. W weekendy ubóstwia podróżować z rodziną po Polsce – od morza po góry. 

 

Masz za sobą, na świeżo, doświadczenie porodu – 4 miesiące temu cesarskie cięcie ze wskazań medycznych. Jednocześnie bardzo chciałaś karmić piersią i w pełni Ci się to udało. Co Twoim zdaniem o tym zadecydowało?

Na szczęście nie miałam problemów z początkiem laktacji. Kluczowym elementem była też chyba pomoc merytoryczna, której udzieliły mi położne w szpitalu, w którym rodziłam. Sporo z nich to doradczynie laktacyjne. Miałam wrażenie, że standardy panujące w tym szpitalu są takie, żeby wspierać kobiety chcące karmić piersią. Maks nie był w ogóle sztucznie dokarmiany.

Po cesarskim cięciu trafił na salę pooperacyjną, na której leżałam i mogłam go przystawić do piersi zaraz po urodzeniu – dosłownie ze 20 minut po. Nie jadł za bardzo, opity wodami płodowymi, ale possał trochę pierś. Przebywał ze mną cały czas, aż do dnia wypisu.

W tym dniu odbyło się także spotkanie z doradcą laktacyjnym, który udziela wskazówek i odpowiada na każde pytanie.

 

Co konkretnie przekazały Ci położne?

Najwięcej zawdzięczam jednej położnej z oddziału patologii ciąży, z którą rozmawiałam. Ta położna powiedziała: „To pani dziecko, pani decyduje” – poradziła mi, że jeśli chcę karmić piersią, to żebym po prostu nie zgadzała się na podawanie butli zaraz po urodzeniu, nawet jeśli inne położne będą to sugerować. To zdanie dało mi asertywność, ale przede wszystkim poczucie, by położnych nie traktować jakby były alfą i omegą i by zaufać własnej intuicji.

Uważam też, że jeżeli matce zależy na karmieniu piersią, to warto w sytuacjach początkowych problemów stosować inne metody dokarmiania sztucznego niż butelka – na przykład strzykawka lub system wspierający karmienie SNS. Gdy malec nauczy się najpierw ssać smoczek butelki a nie pierś, problemy z krwawiącymi brodawkami są gwarantowane.

 

A jak wyglądało spotkanie z doradczynią laktacyjną ostatniego dnia w szpitalu?

To był de facto wykład dla 8 kobiet, któremu przysłuchiwali się też tatusiowie i partnerzy – rożne informacje o karmieniu piersią, o pozycjach, jak poznać, czy dziecko się najada itp. Na koniec, już tylko dla kobiet, odbyła się część praktyczna – lekcja ręcznego odciągania pokarmu, by wiedzieć, co ewentualnie robić, gdy pojawia się nawał mleczny.

 

Dlaczego zależało Ci na karmieniu piersią?

Z doświadczenia wiem, że dziecko karmione piersią zyskuje niesamowitą odporność. Gdy karmiłam córkę piersią, prawie 8 lat temu, chorowałam na grypę jelitową. Według mnie dzięki temu, że nie przestałam karmić podczas choroby, moja córka doświadczyła potem grypy jelitowej najwyżej dwa, trzy razy i każdą z nich przechodziła wyjątkowo łagodnie.

 

Jak Ci się podoba karmienie?

Należę do osób, które karmiły zarówno mlekiem modyfikowanym, jak i piersią. Dodatkowo z córką przechodziłam bolesny etap poranionych brodawek, zastojów, czterech biopsji i ostatecznie musiałam zrezygnować z karmienia piersią po dwóch miesiącach i przejść w pełni na karmienie mlekiem modyfikowanym. Karmienie piersią jest po prostu przyjemne i bardzo wygodne. Dla mnie przy karmieniu piersią jest więcej przytulania – ponieważ trochę inaczej trzymam synka przy piersi niż trzymałam córkę przy butelce, to czuję, jak Maks, jakby dla wygody, jedną rączką mnie obejmuje, jesteśmy bliżej. Karmienie naturalne ułatwia mi też logistykę, której mam teraz bardzo dużo.

 

A czy coś jest dla Ciebie trudne w karmieniu?

Chyba nie, np. do wstawania w nocy łatwo się przyzwyczaiłam. Jeśli mój organizm ma dość, po prostu daje mi sygnał, bym się przespała – w sumie, ostatnio dał mi go na światłach, gdy stałam w korku jadąc do szkoły Lenki… Może tylko to, że ja nie lubię dużo pić – już w ciąży musiałam liczyć wypijane szklanki wody i teraz też, by nie było za mało.

 

Czy planujesz, jak długo chcesz karmić?

Zamierzam wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim, więc planuję karmić syna około 10-11 miesięcy i potem przejść na mleko modyfikowane. Jeśli się uda np. bez odciągania mleka w pracy, bo nienawidzę laktatora – z córką tak miałam, że głównie karmiłam ją ściągniętym mlekiem i mam uraz, to chciałabym utrzymać karmienie, gdy wrócę do pracy, np. rano lub wieczorem.

 

Skąd ogólnie czerpałaś wiedzę n.t. karmienia naturalnego? Ktoś Cię informował – lekarz?

Ginekolog nie wspomniał o tym ani słowem, nie pytał też, jak chcę karmić. Wspiera mnie jednak teraz podczas doboru antykoncepcji przy karmieniu naturalnym. Wiedzę czerpałam od koleżanek, w szczególności od tej, która miała problem z laktacją – nie miała na początku pokarmu, a jednak nie karmiła butelką. Jednak największe wsparcie i pomoc merytoryczną otrzymałam w szpitalu, mimo że na oddziale noworodkowym niektóre położne próbowały mnie namówić do dokarmiania sztucznego z uwagi na obniżającą się masę ciała syna. W końcu okazało się, że Maks zaczął w trzeciej dobie gwałtownie przybierać na wadze i dokarmianie nie było konieczne.

 

Czy jest coś, co Twoim zdaniem jest niezbędne dla karmiącej piersią mamy?

Nie przydał mi się dotychczas ani laktator, ani zakupione na wszelki wypadek butelki. Ważne zdanie powiedziała mi jedna z położnych w szpitalu: „najlepszym laktatorem jest dziecko”. Żaden, nawet najlepszy laktator, nie ściągnie tyle mleka z piersi, co ssący malec. Podczas ewentualnych zastojów u mnie sprawdza się jak najczęstsze przystawianie dziecka do piersi. Najważniejsze to zapas wody, wkładki laktacyjne, wygodny biustonosz – jak dla mnie bez fiszbin, krem na bolące brodawki i dużo pozytywnego nastawienia.

 

Co byś zrobiła, gdyby początki karmienia nie były tak bezproblemowe? – od kogo oczekiwałabyś pomocy? Czy byłaś gotowa zrezygnować z karmienia piersią?

Z pewnością zrobiłabym wszystko, co w mojej mocy, by kontynuować karmienie piersią. Kiedy karmiłam piersią córkę i pojawiły się zastoje, korzystałam z porady doradcy laktacyjnego. Kiedy pojawiły się zmiany w piersiach, korzystałam z pomocy lekarza. Ostatecznie jednak musiałam zrezygnować z karmienia. Jestem zatem psychicznie na to przygotowana, ale nie poddam się bez walki. Wierzę, że tym razem uda się dotrwać do zaplanowanych 11 miesięcy.

 

Masz porównanie – „cesarka” w dużym mieście dziś i 7 lat temu – jak to wypada, co się zmieniło?

Zmieniły się przede wszystkim standardy panujące w szpitalach. Matkom o wiele częściej się pomaga i je wspiera. Choć nadal wydaje mi się, gdy wezmę pod uwagę opowieści niektórych koleżanek, że szpital, w którym rodziłam, był wyjątkowy. Zapewnił mi to, czego brakowało 7 lat temu – wspierające położne, możliwości przebywania z dzieckiem i karmienia go zaraz po operacji, zdecydowanie lepsze wsparcie pooperacyjne, w tym przeciwbólowe oraz możliwość skorzystania z porad doradcy laktacyjnego w szpitalu.

 

Czyli w sumie takie minimum.

To fakt…

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *